3.04.2020 Alfred Aszkiełowicz. Wirtualny wernisaż

3.04.2020 Alfred Aszkiełowicz. Wirtualny wernisaż

PIŁA  Tydzień z Alfredem Aszkiełowiczem. Był nawet tort… wyobrażony, ale smakowany w imponującym gronie

– Zaczynamy inaczej patrzeć na bliźniego, na życie

W miniony piątek, parafrazując tytuł powieści „Miłość w czasach zarazy”, napisaną przez Gabriela Garcíę Márqueza, nasza Galeria BWA zaprosiła na wirtualne spotkanie z artystą Alfredem Aszkiełowiczem, zatytułowane „Życie artysty w czasach zarazy”. Oczywiście, ze względu na obowiązujące ograniczenia, była to wycieczka wirtualna, a toczona rozmowa wyłącznie telefoniczna…

– To był kulturalny tydzień ze wspaniałym artystą i niezwykłym człowiekiem. Dziękuję Panu Alfredowi i pracownikom Galerii BWA. Myślę, że będzie jeszcze czas na świętowanie w realu jubileuszu 60-lecia pracy twórczej Alfreda Aszkiełowicza – mówi Agnieszka Matusiak, dyrektor Biura Starosty Pilskiego Eligiusza Komarowskiego.

Dlaczego dzisiaj? Ponieważ dzisiaj mamy piątek, 3 kwietnia. O godz. 19.00 Edmund Wolski, dyrektor Galerii BWA w Pile, zgodnie z planem wystaw na bieżący rok, otwierałby wernisaż jubileuszowej wystawy Alfreda Aszkiełowicza. W Galerii witalibyśmy tłum gości, a Szanowny Jubilat, obchodzący jubileusz 60-lecia pracy twórczej, przyjmowałby gratulacje i życzenia. Byłby czas na wspomnieniową rozmowę, tradycyjnie odbyłby się koncert, a potem zaprosilibyśmy Państwa na jubileuszowy tort. Tymczasem sytuacja jest jaka jest… i… „Zaraz zrobimy kawę. Wprawdzie nie mam kawy, filiżanek i pieniędzy, ale od czego jest nadrealizm, metafizyka, poetyka snów” – pisał Różewicz w „Kartotece”. Pójdźmy więc za podpowiedzią genialnego pisarza i… zjedzmy jubileuszowy tort z genialnym artystą! – tak brzmiało zaproszenie na ten wirtualny wernisaż, które skierowaliśmy do internautów. Akcja udała się, co potwierdzają statystyki. W spotkaniu na stronie na FB udział wzięło ok. 600 osób.

– Siedzę w domu, jak wszyscy – mówił Alfred Aszkiełowicz w rozmowie przeprowadzonej specjalnie na ten dzień – Namalowałem już w tym czasie dwa pracochłonne obrazy z literkami, tak więc nie próżnuję. Zresztą… nie umiem bezczynnie siedzieć. Zawsze coś robię. Ostatnio zająłem się także biżuterią. Zrobiłem kilka pierścionków. Nie jest to całkiem nowa pasja, ale na nowo odkryta. Już kiedyś wcześniej robiłem biżuterię, potem zaniechałem tej pracy, a ostatnio mnie naszło! Zrobiłem nawet specjalny stół – biżuteryjny – stoi sobie w największym pokoju, a ja siadam do niego, jak mam chęć pogrzebać w pierścionkach. To dla mnie fajna zabawa. Ale zawsze lubiłem majsterkować – zdradza artysta.

Alfred Aszkiełowicz dziś mieszka w Chodzieży, ale jest repatriantem spod Wilna. Kiedy jeszcze wraz z rodziną mieszkał jeszcze w Zofiówce, nauczył się robić zabawki.

– W czasie wojny i zaraz po wojnie wszystko robiło się samemu. Robiliśmy też sobie sami zabawki – z różnych słomek, drewna – opowiadał. Tak też zrobiła się pasja do majsterkowania.

Do dziś np. Alfred Aszkiełowicz sam oprawia w drewniane ramy wszystkie swoje prace – to osobna sztuka!

 

Miłość do liter

Z Zofiówki Alfred Aszkiełowicz „przywiózł” także pasję do kaligrafii – tam ukochał sobie liternictwo, do czego skłoniły go… tajne lekcje, na które w czasie wojny uczęszczał z bratem, kuzynką i kuzynem.

– Prowadziła je nauczycielka z Wilna. I ta nauczycielka potrafiła rysować! A że nie było elementarza dla nas dostępnego, ona, gdy wracała do nas z Wilna, przywoziła nam zawsze przerysowane z elementarza literki. Przepięknie, starannie odwzorowane, abyśmy mieli z czego się uczyć. To mi się bardzo spodobało… Te literki widać od dziecka mnie pociągały… – zdradził Alfred Aszkiełowicz.

Dziś liternictwo na jego obrazach to element rozpoznawalny. Trudno w to uwierzyć, ale owe litery maluje zawsze odręcznie. Precyzja jest niesamowita. Wrażenie, że musiał w tym pomagać szablon, albo i graficzny program komputerowy, jest silne i nieodłączne… – Są osoby, które nie mogą w to uwierzyć, że robię to całkowicie odręcznie. Zdarzają się nawet pytania o to, jakim programem komputerowym się wspomagam! – śmieje się Alfred Aszkiełowicz.

Litery tworzą przestrzeń, zachęcającą też odbiorcę do szukania sensów w urwanych słowach, skrótów, rebusów, znaczeń, wiadomości. Ale przekaz jest tu szerszy – jest nim ład i porządek odnajdywany w powrocie do źródeł, w spokoju, którego dostarcza skupienie i tworzenie piękna. Wspomniana czystość i precyzja, absolutne mistrzostwo artysty, który opanował stosowaną technikę do perfekcji.

 

Ptaki Aszkiełowicza

W ciągu kilkudziesięciu lat pracy artystycznej spod jego ręki wyszły setki grafik i exlibrisów. Tu ulubioną techniką artysty jest miedzioryt, ale równie sprawnie posługuje się linorytem i mezzotintą. Zwłaszcza zachwycają małe formy graficzne, ale i prace wykonane ołówkiem bądź farbami o małych formatach z „portretami” ptaków. Owe kruki, szpaki, wrony, gawrony – to kolejny znak rozpoznawalny chodzieskiego artysty.  To ptaszyska zawsze charakterne, pewne siebie, odważnie rozglądające się to „czarnym” to „czerwonym okiem” po świecie. A każdy inny. Każdy – wydaje się – ze swoją historią.

– Dlaczego akurat kruki? Kruki – i tego rodzaju ptaki – są piękne w formie, w porównaniu np. do gołębia… Poza tym… może same atrybuty kruka mnie zafascynowały? Jakieś duże dziobisko, nogi… I stąd może taki temat, który powtarza się u mnie już od wielu, wielu lat. Tego rodzaju prace raczej nie są do kontemplacji. Są to takie moje zabawy w kolor, w formę, w kreskę – zaznaczył Alfred Aszkiełowicz.

Alfred Aszkielowicz rysuje i maluje swoje ptaki od ponad 20 lat. Ile ich namalował? Setki, tysiące?

– Nie mam pojęcia… Nie liczę swoich prac, choć kiedyś właśnie zacząłem liczyć te ptaki… Ale tego było tysiące! I zaniechałem. By to robić, trzeba by się skupić na matematyce, na tym liczeniu, a nie ma malowaniu! – mówi ze śmiechem. – To moja odskocznia od poważniejszych prac. Ale że zabawa, to nie znaczy, że robota bezmyślna – to rysowanie pomaga w szlifowaniu techniki, doświadczenie się przy tym zdobywa, które potem przydaje się przy innych pracach – dodaje artysta

Goście strony Galerii BWA na Facebooku mogli, przy okazji jubileuszu Alfreda Aszkiełowicza, przez cały tydzień oglądać prace artysty, także pejzaże, wspomnieniowe fotografie oraz filmy ze spotkań i wernisaży, fragmenty wywiadów. Zainteresowanie było ogromne.

 

Artysta w zamknięciu

Alfred Aszkiełowicz w listopadzie br. skończy 84 lata. Nie jest jednak „statystycznym 80-latkiem”. Pan Alfred jest ciągle w ruchu – właściwie był, zanim nie przyszedł czas kwarantanny – codziennie spacerował, jeździł na rowerze, regularnie wyjeżdżał na narty – a szusował i po stoku chodzieskim i w ukochanych Alpach. Teraz spędza czas, jak my wszyscy, zamknięty w swoim mieszkaniu, w swojej pracowni.

– Rower. Tego mi brakuje najbardziej – przyznaje – Z domu nie wychodzę, dbają o mnie! – zaznacza – Mam pełną lodówkę niepotrzebnych rzeczy – śmieje się.

Czas walki z koronawirusem skłania go także do refleksji.

– Malując, mam czas na przemyślenia. I nachodzą mnie coraz bardziej pesymistyczne myśli. Sytuacja jest nieciekawa. Upływ czasu dokucza. Pojawiają się przeróżne skojarzenia. I obawy. Na to nie ma silnych. Wszyscy się boją. Nigdy czegoś takiego nie przeżywaliśmy. Człowiek zastanawia się nad światem, nad Bogiem… Nad wszystkim! A to jest przerażające. Bo nie wiadomo, co z tym naszym światem będzie dalej. Ludzie tracą pracę. Gospodarka może legnąć w gruzy. To niesamowite, w jakim tempie się to dzieje. Jak z tego wybrną narody, kraje? Tak, boję się. Bo jest czego się bać. Nie wiemy, co nas czeka. Ale co robić. Przetrzymamy – dodaje artysta. – Ta sytuacja ma też parę dobrych stron. Wydaje mi się, że zaczynamy inaczej patrzeć na bliźniego, na życie. Może coś dobrego się zrodzi z tego stanu niedobrego…

– Jak sobie z tymi myślami radzę? Hm… lubię bardzo filmy przyrodnicze – to dla mnie prawdziwa katecheza – mówi artysta – Poza tym… mam balkon. Przylatują tu do mnie kawki, po pięć. I siedzą. Brudzą trochę. I jakby rozmawiały z sobą. Lubię patrzeć na nie – nawet je sfilmowałem! Mieszkanie na 4 piętrze to też jest korzyść. Mam fajny widok na dolinę nadnotecką. Gdybym mieszkał na parterze – widziałbym tylko stare garaże…

 

***

Alfred Aszkiełowicz ur. się w Zofiówce na Wilnie w 2936 roku. Do Chodzieży przybył z rodziną jako repatriant. W latach 1963-68 studiował na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zajmuje się grafiką warsztatową, użytkową i malarstwem. Pracował m.in. w Fabryce Porcelany i Porcelitu w Chodzieży. Był projektantem, zajmował się projektowaniem wzorów do dekoracji porcelany. Tworzy exlibrisy i inne małe formy. Maluje pejzaże. Projektuje pomniki, tablice pamiątkowe, loga. Jego pasją jest liternictwo. Wystawia swoje prace w kraju i za granicą. Jest laureatem wielu nagród w dziedzinie twórczości i upowszechniania plastyki oraz zdobytych w konkursach krajowych i międzynarodowych. Prace swoje eksponował na kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i około 100 zbiorowych w kraju i za granicą.

eKi

fot. Z archiwum BWA w Pile