Waldemar J. Marszałek / 66 – relacja z wernisażu

Waldemar J. Marszałek / 66 w naszej Galerii!
W ekspozycji oglądamy prace z kilku cykli z charakterystycznymi dla twórczości Marszałka postaciami, a także pejzaże – najnowsze prace Artysty.
– Są czymś zupełnie nowym, czego nigdy nie rozbiłem, ale o czym zawsze myślałem – zdradził Waldemar Marszałek w rozmowie z Edmundem Wolskim, dyrektorem BWA PP w Pile.
Zaczynał od grafiki warsztatowej. Potem absolutnie pochłonęło go malarstwo. W jednym z wywiadów stwierdził, że ma poczucie, iż grafika nie ma już przed nim tajemnic.
– Jakie więc tajemnice ma malarstwo, które tak Panem zawładnęło? – pytał Edmund Wolski.
– To nie jest prosta odpowiedź… Idąc do liceum plastycznego byłem przekonany, że będę Janem Matejką. W drugiej klasie dostałem dwóję z liternictwa i… zakochałem się w projektowaniu graficznym. Od tego czasu uprawiałem grafikę. Potem byłem też zatrudniony na ASP, w pracowni grafiki warsztatowej – i było to coś fantastycznego… To była fantastyczna przygoda. A dla mnie ważne są przygody, ważne są wyzwania. I kiedy to, co robię, traci aurę wyzwania, traci moc, impet, kiedy czuję, że ten cel, który – jak horyzont – jest już tak blisko, że prawie go mam – nie ma dalej sensu tego zgłębiać.. W malowaniu – mam wrażenie – jestem ciągle na etapie, że mnie to energetyzuje, że sprawia mi to niesamowitą frajdę. Już nie gonię za własnym ogonem, a jest to nieustanne odkrywanie, nieustanna tajemnica… Pojawia się myśl w głowie, ale realizacja nie jest nigdy 1:1, ja ciągle to zgłębiam…
– Jestem pewny że sztuka jest pewnego rodzaju komunikatem. Tak jak nauka dąży do pewnego obiektywizmu i stara się przedstawić ten świat w sposób rzeczywisty, takim, jaki on jest, sztuka jest w tym wypadku pewnego rodzaju uzupełnieniem, uzupełnieniem zupełnie emocjonalnym.
– Sztuka nie jest tylko stanem wyrażania emocji, musi też być mądra, przemyślana – mówię tu o sztuce profesjonalnej, bo jest też niedzielne malowanie, sztuka umiejscowiona w przedziale terapeutycznym, taka, że tylko i wyłącznie ma sprawiać przyjemność. Ale od czasu do czasu warto zmarszczyć czoło… Niektórzy się biczują… ja tego nie robię, ale mam mnóstwo refleksji tworząc, zastanawiam się, czytam, zgłębiam, podchodzę do tego bardzo filozoficznie… I musi to też być mądre.
– Myślę, że język jest w sztuce najważniejszy. Myśliwski powiedział, że nie da się opowiedzieć tej samej historii dwa razy tak samo… I o to chodzi w sztuce. By opowiadać te same historie na sposób współczesny. Szekspir pisał historie o zdradzie, miłości, nienawiści na współczesny mu sposób. Opowiadał te same historie, ale w zupełnie innej formie. Ten sam kop w tyłek bolał tak samo 200 lat temu, jak boli współcześnie, tylko artyści opisują to w zupełnie inny sposób. W innej formie.
– Czy piękno jest w sztuce najważniejsze?… Najpierw zdefiniujmy, czym jest piękno! Umberto Eco w swoich książkach „Historia piękna” i „Historia brzydoty” pisze, że piękne jest to, co jest brzydkie i odwrotnie… Czy piękno tkwi w nas samych, czy w przedmiocie? Myślę, że trochę w tym, trochę w tym… Każdy z nas indywidualnie musi to sam odnaleźć. Nie ma gotowej recepty, gotowej definicji na to, czym jest piękno, czym jest sztuka, ani na to, jak powinna wyglądać. I to jest cudowne! Bo sztuka skończyłaby się, gdybyśmy ją absolutnie zdefiniowali.
– Kiedy jestem w pracownianym zgiełku i w tej euforii twórczej i zdaje mi się, że obraz powstał, że jest gotowy, datuję go. Był więc podpisany, datowany, wystawiony. A potem wracam do pracowni, coś zmieniam, dodaję…. Coś co pasuje do idei, co ją rozszerza, czasem naddaje nowy sens… I wtedy powtórnie datuję. To może zdarzyć się dwa, trzy, cztery razy.
– Jest Szekspir i jest Fredro. Ja wychodzę w założenia, że w realnym świecie, kiedy ból i nasze rozterki, i stany depresyjne są tak już mocne i wielkie – to to jest już ten rodzaj sztuki, który do nas dociera, który odczuwamy. Stąd ja staram się szukać – jak u Monty Pythona, gdzie śpiewali „zawsze patrz na jasną stronę życia” – tych lepszych odczuć…; być może i u mnie jest coś takiego podobnego, że to moje malowanie jest – przede wszystkim dla mnie – terapeutyczne, że ja w tym swoim pracownianym miejscu czuję się doskonale, że mogę dokonywać rożnego rodzaju zmian, transformacji, przemian. Bo gdybym to robił w życiu rzeczywistym, to byłoby bolesne – jak popatrzeć na moich bohaterów, którzy są jacyś nierealni, poskręcani, połamani, powykrzywiani w jakichś dziwnych układach. Np. jak w cyklu „Dzień bez grawitacji”… Nic nie spada, nic się nie tłucze, do roboty lekko się płynie… I wszystko jest fajnie…
– Mimo to w mojej twórczości, owszem, zdarzają się komentarze rzeczywistości, nawet polityczne. Nie bezpośrednio, ale są. Taki jest np. obraz „Polskie drogi” – w nawiązaniu do popularnego niegdyś serialu. Te polskie drogi są bardzo pokrzywione, jak na tym obrazie. Nasza polska martyrologia będzie nam towarzyszyła już zawsze, ludzie nie będą pamiętali zdarzeń, a będą o nich mówić…
***
Waldemar J. Marszałek urodził się w 1960 roku. Jest absolwentem kierunku grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Dyplom uzyskał w 1985 roku. Obecnie pracownik tejże uczelni. Interesuje się wieloma dyscyplinami sztuki. Między innymi projektowaniem graficznym, a w szczególności litografią. W tej chwili zajmuje się malarstwem i rysunkiem. Wystawia w kraju i zagranicą. Prace jego znajdują się w licznych prywatnych kolekcjach niemal na wszystkich kontynentach świata.
***
„66” To tytuł mojej wystawy. Jej matematyczna suma powinna w zasadzie zawierać wszystko, co wydarzyło się w moim życiu. Liczba to niby niewielka – znam większe – ale i tak miło jest mieć poczucie, że przy tak „skromnym” wyniku jest się częścią nieskończoności. Matematyka to prawda absolutna, bo pozbawiona emocji. W sztuce zaś jest ich pełno. Sztuka to specyficzny rodzaj emocjonalnego fałszu, na który – poprzez duchową potrzebę i swoistą symbiozę – dajemy społeczne przyzwolenie. Bez względu na nasz stosunek do matematyki, wynik równania zawsze będzie ten sam. W sztuce – nigdy. Jej afektywny charakter daje nam możliwość wyboru, dowolność opisywania i postrzegania świata oraz zachodzących w nim zdarzeń. To taki życiowy wentyl bezpieczeństwa, który sprawia, że nasze niekiedy nadęte ego nie eksploduje, lecz znajduje ukojenie. Każdy może tu odnaleźć własną prawdę; taką, która być może nie da przysłowiowego szczęścia, ale przynajmniej nada życiu barwę, sens i cel. Zamknięcie życiorysu i artystycznych dokonań w dwóch szóstkach to niby niewiele. Sądzę jednak, że sprytny matematyk mógłby wyczarować z nich cuda – nie wspominając o numerologii, która od pięknej pogody mogłaby nas zaprowadzić wprost w gwałtowną burzę z gradem wielkości kurzych jaj. Ja postanowiłem zamienić te dwie cyfry w symbol – tak samo, jak robię to w moim malarstwie, gdzie metafor nie brakuje. Szukając tytułu, nie pokusiłem się o instruktażową gimnastykę słowną, by wyjaśniać, co maluję. Wychodzę z założenia, że każdy dysponuje własnym rozumem oraz wrażliwością i przewodnik jest mu zbędny. A jeśli czegoś nie wiemy? Być może wystarczy zapytać, spojrzeć raz jeszcze przez ramię malarza, a odpowiedź przyjdzie sama.
Waldemar J. Marszałek
***
WALDEMAR MARSZAŁEK / 66
Zwiedzanie wystawy: do 4 maja 2026 r. w godz.: pon., pt. 9.00–15.00, wt. – czw. 9.00–19.00
bilety: 5- i 10- zł.























































