Krzysztof Marek Bąk – grafika cyfrowa

Krzysztof Marek Bąk – grafika cyfrowa

29 maja 2009 r. odbył się wernisaż wystawy Krzysztof Marek Bąk – grafika cyfrowa

Otwarcie wystawy – Tadeusz Ogrodnik i Krzysztof Marek Bąk Otwarcie wystawy – Krzysztof Marek Bąk Otwarcie wystawy – Tadeusz Ogrodnik i Krzysztof Marek Bąk

Krzysztof Marek Bąk Uprawia artystyczną grafikę cyfrową płaską oraz tworzy obiekty i instalacje z wykorzystaniem druków cyfrowych. Ukończył malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Jest adiunktem w Katedrze Grafiki Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie, gdzie prowadzi zajęcia z zakresu grafiki cyfrowej.

Starosta Pilski Tomasz Bugajski gratuluje artyście Wernisażowa publiczność Koncert uczniów Szkoły Muzycznej

Wystawa w Pilskim BWA jest 42 prezentacją indywidualną twórczości tego autora, wcześniej jego prace pokazywano między innymi w galeriach i muzeach w Filadelfii, Kuwejcie, Wrexham (Wlk. Bryt.), Białej Podlaskiej, Bielsku-Białej, Elblągu, Gdańsku, Gorzowie Wielkopolskim, Grudziądzu, Kielcach, Koninie, Nysie, Olkuszu, Raciborzu, Włocławku, Wrocławiu; ponadto zrealizował 7 graficznych instalacji plenerowych na terenie Wielkiej Brytanii w Barmout, Birmingham, Chester, Flint i Wrexham. Brał udział w 53 wystawach zbiorowych i pokonkursowych w Argentynie, Belgii, Bośni, Chinach, Czechach, Francji, Hiszpanii, Holandii, Japonii, Litwie, Macedonii, Polsce, Portugalii, Szwajcarii, Turcji, Urugwaju, USA i Włoszech.

Fragment wystawy Wernisażowe dyskusje

Jest laureatem m.in. 3. nagrody na 3rd FISAE International CGD Ex-Libris Competition 2008. Jego prace znajdują się w zbiorach między innymi: Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum w Bielsku-Białej, Galerii BWA w Bielsku-Białej, GSW we Włocławku. Pełni funkcję kuratora I Międzynarodowego Biennale Artystycznej Grafiki Cyfrowej dla Studentów i Młodzieży. W roku 2007 był rezydentem w North Wales School of Art & Design, Glyndŵr University NEWI, University of Wales, Wrexham, Wielka Brytania. www.krzysztof-m-bak.republika.pl e-mail:khan.v@autograf.pl

Fragment wystawy Autor

Jestem twierdzą Conwy.

Jestem urządzony w mojej twierdzy całkiem wygodnie i niczego szczególnego mi nie potrzeba – jak na dzisiejsze czasy, jestem wyjątkowo spokojny i niepokojąco szczęśliwy.

Sztuka to latawce, które dla przyjemności własnej i trochę, z wewnętrznego przymusu wypuszczam ponad zamkiem. Latawce są różne: ładne, brzydkie, nudne i ciekawe, skomplikowane i proste, przemyślane i prostackie. Są takie, które szybują długo i wysoko, a gdy zabraknie mi w dłoni sznurka, wypuszczam je dla towarzystwa przelotnym ptakom. Ale są też takie, które zaraz lądują w piachu estuarium – zmywa je fala przypływu. Wciąż doskonalę się w budowaniu latawców, lecz nie lubię o nich mówić, są tylko dla oczu – niedostępne.

W moich pracach nie znajdzie się teorii socjologicznych, nadmiernej psychologii – a jeśli ktoś je dostrzega – jego sprawa. Mnie interesuje tylko emocja, metafora, tajemnica. Nie lubię w sztuce oszustwa. Dorabiania idei, tam gdzie jej nie ma – post factum; opowiadania o głębi, która jest wynikiem przypadku. Treść jest potrzebna, lecz niech wynika z formy, a nie opisu i instrukcji, facta, non verba – czynów nie słów!

Kiedy umieszczam na grafice kozę, to jest to koza – wpisuję ją w kontekst nazywając ją Amalteą, i nic więcej – reszta w sercu, głowie i oku widza. Język abstrakcji uważam za wypowiedziany do ostatniego słowa. Konieczny jest mi przedmiot i wizerunek – są dla mnie nośnikami znaczeń i kontekstów. Coraz częściej też odczuwam potrzebę powrotu i ponownego pochylenia się nad klasycznymi, akademickimi tematami jak: akt, pejzaż i martwa natura. Uważam, że są konstytucją każdego plastyka i, co jakiś czas, dobrze jest do nich powrócić, by odnaleźć prawdy, zapominane w drodze poprzez formalne transformacje i poszukiwania ideowe…

Pracuję narzędziem cyfrowym traktując je jako naturalne rozwinięcie doświadczeń z malarstwa. Tradycyjnie przyjęło się traktować cyfrowe obrazy jako grafikę więc się z tym godzę, nie czując jednak jakiejś szczególnej więzi emocjonalnej z grafiką. Dla mnie komputer jest tylko innym wcieleniem pędzla, ołówka. Pomocnym przy materializacji pomysłów, odpowiadającym mojemu temperamentowi – ostatecznie przecież i tak, liczy się tylko obraz, nie zaś to, jak został uzyskany. Jeśli obraz będzie słuszny, wszystko inne stanie się nieważne.

Tworzę wizerunki, coraz mniej zastanawiając się nad tym, do jakiej dyscypliny można je zakwalifikować.

Uważam sztukę za formę religii. Nie da się jej zrozumieć, można tylko uwierzyć.

A poza tym – powtarzając myśl Matisse’a: niech zamilczą artyści, a przemówią dzieła.

Język abstrakcji wypowiedziany do ostatka…

Grafiki Marka Bąka fascynują ascezą, oszczędnością przekazu, wyrafinowaną kolorystyką (cała gama głębokich brązów aż po różne odcienie czerni i ciepłej, niemal beżowej bieli) prowokując odbiorcę do rozważań na temat rysunków naskalnych, prehistorycznych stworów, zapisanych w naszej podświadomości na prawach archetypów, symboli. Tego rodzaju odbiór (bardzo intuicyjny, spontaniczny) stanowi konsekwencję zastosowania żywej, rozedrganej kreski i właśnie owej podstawowej triady barw (biel, czerń, czerwień), która pierwotnie wiązała świat ludzkich obserwacji i doświadczeń ze światem ponadnaturalnym, wyobrażonym. Wydaje się, że właśnie dlatego konkretne prace (zwłaszcza sylwety zwierząt) zapadają w naszą pamięć na prawach znaków, utrwalonych wizerunków obiektów kultu lub przedpotopowych, pradawnych stworów. Każda z prac pokazanych w ramach cyklu traktującego motyw zwierzęcia jako plamę o wyrazistym, postrzępionym konturze, ma charakter formy otwartej. Najmocniejszym punktem, swoistym środkiem ciężkości jest tutaj syntetycznie potraktowany przedmiot o strukturze narzucającej materię tła, przypominającego unerwioną tkankę kamienia lub spękanej gliny. Można zatem powiedzieć, że kompozycje z motywami zwierzęcymi są otwarte na zewnątrz i do wewnątrz, a rysunek tajemniczego stwora stanowi rodzaj czarnej dziury, punktu przejścia do innego wymiaru i czasu.

Nieco inaczej podchodzi artysta do tematów tak tradycyjnych jak portret i martwa natura, gdzie przy pomocy techniki cyfrowej stara się uzyskać czysto malarskie efekty. Syntetyczne, wyrafinowane, proste formy, sugerujące obecność typowych elementów martwej natury jak misa czy dzban zostały tu pokazane przez półprzejrzyste przesłony, ekrany przypominające o umowności wszystkiego co zaprezentowano na obrazie. Dla artysty nie są bowiem ważne pozamalarskie treści, o czym przekonuje w swej wypowiedzi publikowanej w katalogu, nie interesuje go narracja, opowiadanie świata, a właśnie owa prostota narzucona przez środki ekspresji, przez narzędzie, którym się posługuje. Abstrakt pokazany na obrazie wymaga bowiem zakotwiczenia w konkretnym, realnym przedmiocie, który sam w sobie stanowi punkt wyjścia do poszukiwania najbardziej syntetycznego wizerunku. Równie abstrakcyjne w treści są instalacje Marka Bąka aranżowane zwykle w plenerze, jak List do Rzymian, czy Nagrobki marynarzy. W przypadku tego typu działań, programowo minimalistycznych, oszczędnych, pozornie nieistotnych, mających tylko z lekka zakłócić odwieczny porządek przestrzeni – artysta posługuje się najbardziej nietrwałym i ulotnym z tworzyw – wydrukiem komputerowym, paskami cienkiego papieru ułożonymi między kamieniami lub zwiniętymi w rulon, symbolizującymi ślad obecności człowieka, tym bardziej przekonywujący, ze podobne zapisane kartki wkładali rozbitkowie do butelek. Rząd takich właśnie zwiastujących śmierć listów pokazuje twórca w ramach instalacji Walentynki rozbitków, zrealizowanej w Barmouth, w Wielkiej Brytanii. Zainteresowania Marka Bąka nie ograniczają się zatem wyłącznie do grafiki cyfrowej, czy do działań z pogranicza sztuk, do jakich należy także instalacja, jest on bowiem także teoretykiem i wykładowcą, człowiekiem poszukującym nowych środków wyrazu, wykorzystującym nowe formy wypowiedzi, nowe media.

M. Dorna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Skip to content