ARTYSTA CZY KURATOR

ARTYSTA CZY KURATOR

     Współczesne mechanizmy funkcjonowania światowej i polskiej sceny artystycznej powiązane są z ogromnym znaczeniem roli kuratorów, organizujących wielkie pokazy najnowszych poszukiwań twórczych pracujących dzisiaj artystów. Obok znanych krytyków, wielcy kuratorzy są bodajże najbardziej wpływowymi osobami obecnego art-worldu. Mogą oni pracować dla konkretnych instytucji artystycznych, takich jak muzea, fundacje czy galerie sztuki współczesnej, mogą indywidualnie współdziałać ze znanymi artystami, mogą oni
również uprawiać tak zwane „kuratorstwo kreatywne”, polegające na wykorzystaniu określonych prac danych twórców w celu udowodnienia jakiejś z góry postawionej tezy, czy też zbudowania na ich postawie swego rodzaju intelektualnej refleksji, dotykającej aktualnych problemów socjologicznych, kulturowych czy politycznych. Kurator sztuki – niezwykle ważna profesja, która ukonstytuowała się w fermencie dwudziestowiecznych przewartościowań artystycznych – to zawód niezwykle ciekawy, ale również odpowiedzialny i wymagający określonych predyspozycji intelektualnych i psychologicznych. Moim zdaniem, osoba uprawiająca wspomnianą profesję powinna być człowiekiem doskonale wykształconym, i to nie tylko w zakresie historii sztuki. Podobnie
jak w przypadku reżysera filmowego, kultura i kompetencje intelektualne kuratora sztuki powinny obejmować, nie tylko wiedzę historyczną czy artystyczną, ale również zagadnienia dotyczące filozofii, estetyki, socjologii
i innych dziedzin humanistycznych i nie chodzi tu tylko o naskórkowe poznanie wspomnianych powyżej dyscyplin nauki. Poza tym, współczesny kurator sztuki powinien doskonale znać mechanizmy funkcjonowania współczesnych instytucji artystycznych oraz mieć doświadczenia i swoiste „wyczucie” w kwestii plastycznego i wizualnego aranżowania wystaw. Niemal każda bowiem wystawa, zbiorowa czy indywidualna, może być współcześnie traktowana jako swego rodzaju instalacja w „makro” skali, gdzie poszczególne artefakty wchodzą ze sobą nie tylko w interakcje natury estetycznej, ale także w złożone zależności semantyczne i symboliczne. Kurator-profesjonalista, powinien panować i nad takimi związkami, bowiem ewidentnie dotyczą one kwestii „czysto” merytorycznych jego działalności. Pożądane są również w jego przypadku: wrażliwość na wartości „czysto” artystyczne, a nie tylko i wyłącznie typowo intelektualne, „bezduszne” manipulowanie określonymi teoriami z dziedziny socjologii czy filozofii. Ciekawe mogą wydawać się także decyzje kuratorskie
osób, które same mają na swoim kącie pewne doświadczenia artystyczne, co pozwala im, przynajmniej potencjalnie, przyjmować „alternatywny” sposób postrzegania sztuki kreowanej przez innych twórców. Najważniejszą jednak, moim zdaniem, predyspozycją współczesnego kuratora sztuki są pewne emocjonalne
i psychologiczne znamiona jego osobowości. Musi być on niezwykle tolerancyjny, jak również posiadać zdolność empatii, skierowaną na przejawy współczesnych poszukiwań artystycznych; ale z drugiej strony, powinien
reprezentować dojrzałość i konsekwencję w podejmowanych  decyzjach i wyznawanych przez siebie poglądach. Zdecydowanie i konsekwencja nie mogą jednak implikować w tym przypadku doktrynerstwa i widzenia problemów współczesnych kreacji kultury przez pryzmat koniunkturalnych klisz, zakorzenionych w modnych dziś stereotypowych dyskursach, nawet wtedy, kiedy klisze te udają pryzmaty liberalne czy też na wskroś pluralistyczne. Co najważniejsze jednak, konstruktywnie działający współczesny kurator sztuki, musi posiadać także elementy swego rodzaju „intuicji twórczej”, czy też „intuicji artystycznej”, pomagającej mu w „wyławianiu” tego, co ważne w danym czasie w sferze kultury i sztuki, nieraz wbrew obiegowym i standardowym opiniom,
formułowanym przez „najwyższe”, niejako „ostateczne” i „niepodważalne” w swych decyzjach autorytety rządzące współczesną areną ekspozycji i pokazów sztuk wizualnych. Tyle ogólnych refleksji na temat zawodu kuratora sztuki, a jak sprawa wygląda w praktyce?

Marta Tarabuła w swym niepokornym tekście zatytułowanym „Socrealizm nad laguną” – w którym, między innymi,  przedstawia swe refleksje na temat 54. Biennale Sztuki w Wenecji oraz wyraża swe wątpliwości  wobec  koncepcji merytorycznej MOCAK-u, nowo otwartego Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie – zadała także nader istotne dla współczesnej sceny artystycznej pytania: Jak długo będzie się w Polsce dzielić artystów na słusznych i niesłusznych?; Jak długo sztuka będzie pokorna wobec ideologii?; Jak długo ceną za
niezależność będzie wykluczenie z obiegu?1
. Pytania te wydają się zasadne, a słuszność ich sformułowania potwierdza w pewnym stopniu wypowiedź Piotra Sarzyńskiego, który stwierdził, także w kontekście negacji koncepcji merytorycznej 54. Biennale w Wenecji, że wyczuwa nieczyste intencje wpisane w mechanizmy funkcjonowania współczesnego art-worldu: Picasso rozbrajająco przyznawał niegdyś: „Prawdziwy talent artysty  to umiejętność przekonywania innych, że jego fanaberie są im absolutnie niezbędne”. Wyczuwam, że dziś w owym przekonaniu uczestniczy cała silna koalicja, złożona z artystów, krytyków, kuratorów i właścicieli galerii, wobec której widz nie ma szans, a (…) [wszystko to] podszyte jest partykularnymi interesami. Gra idzie o duże
pieniądze, sławę, miejsce w historii. Mechanizmy przyjęte w funkcjonowaniu tego świata, stają się ważniejsze od przesłań samej sztuki, a zawrotne kariery takich artystów, jak Damien Hirst, Jeff Koons czy Takashi Murakami,
są tego najlepszym dowodem 2. W innym fragmencie cytowanego tekstu („Dlaczego nie pojechałem na weneckie Biennale…”) Sarzyński pisze: Słowa, słowa, słowa. Wciskają się zewsząd do sztuki prezentowanej na Biennale.
Przede wszystkim pod postacią wyjaśnień i tłumaczeń. Dzieła same się nie bronią. Widz potrzebuje komentarzy i je otrzymuje. Opasły katalog, eseje kuratorów, zwierzenia artystów, stosy ulotek, które przygotowują widza, na to, co za chwilę ujrzy. Kluczową rolę w tych zaklęciach grają takie słowa jak: narracja, mity, nowoczesność, kanon, gender, tożsamość, krytyka 3. Cóż jednak z tego, skoro: prawdziwych zaskoczeń w sztuce współczesnej jest coraz mniej, bo też i [sam] system im nie sprzyja. By zaistnieć trzeba stosować kody powszechnie znane i czytelne (…). Nawet prowokacje, będące solą sztuki, coraz rzadziej przerywają wszechogarniającą nudę 4. I rzeczywiście, obecnie to wielcy krytycy i potężni kuratorzy kreują oblicza współczesnej areny artystycznej: to oni – mając do dyspozycji łamy gazety lub przestrzeń ważnej [oficjalnej] instytucji – decydują, co znajdzie się w centrum uwagi, a co pozostanie na marginesie 5.
Niestety o wiele częściej, niż jesteśmy w stanie to przypuszczać, działają oni w sposób zdecydowanie stereotypowy, który stwarza jednak pozory daleko posuniętego liberalizmu i pluralistycznej tolerancji. Zaskakujące wydaje się to, że o „ekspozycyjnych” wyborach
współczesnych kuratorów decydują w znacznym stopniu kwestie tematyczne potencjalnych artefaktów artystycznych. Niezwykle wysoko we współczesnej hierarchizacji tematów i problemów twórczych plasują się: tematyka Holokaustu, kwestie związane z feminizmem oraz problemami mniejszości narodowych czy seksualnych oraz krytyka konwencjonalnych norm społecznych, religijnych lub obyczajowych – norm, które w pewnych przypadkach  ograniczają swobodny rozwój współczesnego człowieka. Tematy te z całą pewnością są ważne, ale pamiętajmy o tym, że nie każda wypowiedź artystyczna je podejmująca musi być sama w sobie na tyle ciekawa, aby warto było ją promować, tylko i wyłącznie z powodów czysto „ideologicznych”. Czasem przeciętne, niedojrzałe dzieło potrafi „uwłaczać” wzniosłej tematyce i sprowadzać ją do poziomu banału
niewartego niczyjej uwagi. Bo czyż nawet najbardziej cenna idea nie rozsypuje się w pył, kiedy zostaje niezbornie i nieadekwatnie wyartykułowana? Poza tym, czy o wartości dzieła sztuki musi decydować tylko
i wyłącznie jego warstwa „czysto” ideologiczna? I czy wreszcie, współcześni artyści nie podejmują także innych poszukiwań, niż te tak adorowane przez oficjalnych przedstawicieli teraźniejszego art-worldu? Działań, które są ciekawe, intrygujące oraz godne prezentacji i ewentualnej promocji? Postawione powyżej pytania, to pytania retoryczne, mające na celu ukazanie w jaskrawym świetle monumentalnej „wieży z kości słoniowej”, w której w wielu przypadkach, wydaje się obecnie zamykać instytucjonalne funkcjonowanie
pewnych szlaków obiegu artystycznego wizualnych artefaktów współczesnej kultury. Wielkie współczesne wystawy sztuki na mocy decyzji kuratorskich wydają się również niezwykle często faworyzować pewne ściśle określone media.    I tak królują na nich zazwyczaj instalacje i wideo-art. W tym drugim przypadku: odnosi się wrażenie, że większość prac powstaje według tego samego przepisu, który brzmi: weź dowolny fragment rzeczywistości, a następnie po prostu włącz kamerę i sfilmuj go6. Czy taka niepisana recepta twórcza będzie rzeczywiście w każdym przypadku owocować ciekawym efektem artystycznym? Mam w tym względzie, co oczywiste,  ogromne wątpliwości. Pamiętajmy o tym, że we współczesnej sztuce bodajże najważniejsze wydają się: ranga artystycznej koncepcji oraz adekwatność doboru środków do  jej wizualnej artykulacji. A adekwatne środki mogą być przecież różne, nie tylko te, które wydają się odkryciem XX-wiecznych praktyk artystycznych, ale także te o rodowodzie zdecydowanie tradycyjnym. Medialna „segregacja”, w sensie
metaforycznym, jest podobna do segregacji rasowej i wydaje się jak najbardziej naganna. Być może zatem życzylibyśmy sobie oglądania innych prestiżowych wystaw sztuki współczesnej, niż te które jakże często się nam obecnie oferuje? Być może wiele decyzji współczesnych kuratorów nie jest do końca satysfakcjonująca?

W czym zatem tkwi nie do końca konstruktywna rola pewnych współczesnych działań kuratorskich? Po pierwsze: w bezkrytycznym uleganiu pewnym stereotypom i hierarchizacjom wyznawanym przez przedsta- wicieli  oficjalnego, współczesnego  art-worldu oraz w zdarzającym się w pewnych przypadkach instrumentalnym  traktowaniu samych artystów i proponowanych przez nich dzieł. Kiedy chęć wpisywania się w pewne prestiżowe koniunktury artystyczne oraz pragnienie zaspakajania własnych egotycznych ambicji stają się dla kuratora ważnie- jsze niż istota samych propozycji twórczych  – wtedy, możemy mieć do czynienia z niemalże patologicznym wymiarem kreowania wydarzeń i sytuacji artystycznych. Kiedy kurator w instrumentalny sposób manipuluje artystami, oraz chce niejako „na siłę” udowadniać za pomocą ich dzieł jakieś przesłanki czy tropy ideologiczne  – także sytuacja taka nie zawsze kończyć się musi pełnym sukcesem. Kurator powinien natomiast próbować
odkrywać ożywcze, interesujące i pozbawione ideowej i wizualnej „nudy” przejawy współczesnych kreacji artystycznych i jeśli pozwala na to ich jakość, skutecznie promować je w przestrzeni dostępnych mu instytucji
artystycznych. Poza tym, nawet uprawiając tzw. „kuratorstwo kreatywne”, powinien odnaleźć się w sensie emocjonalnym, psychologicznym i ambicjonalnym w swego rodzaju punkcie złotego środka: pomiędzy realizacją własnych koncepcji a „służebną” postawą wobec artystów i kreowanych przez nich dzieł. Określenie takiego „kompromisu” nie jest wcale łatwe, ale może być ono jednym z czynników wpływającym na realizowanie niezwykle ciekawych projektów artystycznych i ekspozycyjnych. Profesja kuratora sztuki jest niewątpliwie
potrzebna, a zawód ten może stać się prawdziwą przygodą intelektualną i artystyczną dla osoby, która go uprawia. Mądre decyzje kuratorskie mogą odmienić stereotypową wystawę zbiorową czy indywidualną w „energetyczne misterium”, wpływające na emocje i przemyślenia potencjalnych odbiorców. Żeby jednak sytuacja taka mogła nastąpić konieczne są: empatia, tolerancja, dojrzałość, odwaga w przeciwstawianiu się stereotypom, przede wszystkim tym które przywdziewają maskę liberalizmu oraz autentyczna chęć współpracy z artystami, nacechowana w pewnych przypadkach dystansem wobec własnych ambicji
i egotycznych pragnień niemalże „boskiego” manipulowania przejawami dostępnej nam „materii” sztuki…

Rafał Boettner-Łubowski ______________________________________________________________________________________________

Cytaty oznaczone numerami: 1 i 5 – pochodzą z tekstu Marty Tarabuły  pt. „Socrealizm nad laguną”, publikowanego w „Gazecie Wyborczej” – patrz: http://wyborcza.pl/1,97863,9917961.html (data dostępu: 2 listopada 2011); natomiast cytaty oznaczone numerami: 2, 3, 4 , 6 – pochodzą z tekstu Piotra Sarzyńskiego pt. „Dlaczego nie pojechałem na weneckie Biennale”, publikowanego w „Polityce” – patrz: http://test.javatech.com.pl/polityka-cms/polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/151… (data dostępu: 3 listopada 2011).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Skip to content