Kasia GAUER / Robert GAUER / SŁONY WIATR – relacja z wernisażu

K. Gauer, R. Gauer / Słony wiatr – wernisaż 8.05.2026
BWA PP w Pile prezentuje wystawę prac malarskich Katarzyny Gauer oraz fotografie Roberta Gauera. Ekspozycja nosi wspólny tytuł „Słony wiatr” – wers zaczerpnięty został z przeboju grupy Maanam „Lucciola”: Portowa dzielnica / Wszystko ma słony smak / Słone włosy, słona skóra / Słony wiatr…
Tak też i podczas prezentowanej wystawy odbiorcy zostali doszczętnie wciągnięci w ową „słoność” – uwiecznioną i emanującą z fotografii Roberta Gauera i z obrazów Kasi Gauer. To dwa światy: czarno-białe, mocno realistyczne zdjęcia artysty – fotoreportera i barwne, abstrakcyjne akryle malarki – filozofki połączone wspólnym klimatem, nastrojem i… przesiąknięte słonością.
„Słony wiatr” to pierwsza wspólna wystawa obojga autorów, których twórczość nawiązuje do miejsca, z którego pochodzą: Kołobrzegu i morza, co znajduje uzewnętrznienie już w samym jej znamiennym tytule.
„…to opowieść dwojga ludzi, których łączą nie tylko geny, ale i wrażliwość oraz podobny sposób patrzenia na świat, ukształtowany przez miejsce, w którym się urodzili, nadmorski Kołobrzeg.
W obrazach Kasi dostrzegamy zmienność i doskonałość natury: ziarenko piasku, wiatr we włosach, słone powietrze. Barwne akcenty i mocne kształty.
Fotografie Roberta to z kolei pełen subtelności i nieoczywistego humoru zapis nadmorskiej codzienności. Plaża, port, detal. Minimalizm i prostota. Porządek w zabieganym, rozkrzyczanym świecie.
Słony wiatr to zaproszenie do zatrzymania się i spojrzenia na morze oczami Kasi i Roberta. Obrazy i fotografie spotykają się między ciszą a ruchem, między kolorem a czernią i bielą. Każdy widzi tu inną historię, jak morze, które nigdy nie jest takie samo” – czytamy w pięknym wydawnictwie do wystawy, z dołączonymi na osobnych kartonach pracami obu autorów, mogących posłużyć choćby za nadmorskie pocztówki…
Dwa światy: realistyczne, czarno-białe fotografie i barwne akryle połączone wspólnym klimatem, nastrojem, przesiąknięte słonością…
***
Robert Gauer – mieszkaniec Kołobrzegu, fotografik i właściciel Wydawnictwa „Kamera”. Autor m.in. wielu albumów fotograficznych, uczestnik wielu wystaw zbiorowych i pw. twórca wielu wystaw indywidualnych w Polsce, Danii, Niemczech i Szwecji, z których najbardziej znana to „Moja plaża” prezentowana w prestiżowych instytucjach wystawienniczych m.in. w: Bydgoszczy, Płocku, Sopocie i Kaliszu oraz – w wersji plenerowej – na Starym Rynku w Poznaniu i na Molo w Sopocie.
Katarzyna Gauer – córka Roberta, także mieszkanka Kołobrzegu. Absolwentka (2016 r.) Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, który ukończyła z oceną celującą oraz nominacją do Nagrody 36 edycji Konkursu im. Marii Dokowicz, na najlepszy dyplom. Autorka i uczestniczka wielu wystaw indywidualnych oraz zbiorowych, m.in. w: Gdańsku, Płocku, Sopocie, Warszawie, Kołobrzegu, Lesznie, Świdnicy i Poznaniu, a ostatnio autorka wystawy indywidualnej Rytmy natury w Tichauer Art Gallery w Tychach.
– Cieszę się, że jestem w Pile. Niedaleko miasta znajduje się mała miejscowość, Stara Łubianka… Leży ona pomiędzy Piłą i Wałczem. I do tej Starej Łubianki ze Lwowa przyjechali moi dziadkowie. Tam się osiedlili i tam mieszkali, a ja z rodzicami mieszkałem w Kołobrzegu i przyjeżdżałem do Starej Łubianki, do dziadków, na wakacje – opowiadał Robert Gauer podczas wernisażu w Pile – Wtedy wielką atrakcją było odwiedzanie Piły – Wałcz przegrał z Piłą… To były lata 70-te. Najwięskzą atrakcją był pobudowany wówczas wysoki hotel „Rodło”, a drugą Dom Handlowy „Merkury”. Uwielbiałem go! Był tam dział z zabawkami, o wiele większy niż w Kołobrzegu! – mówił artysta wspominając dawne miasto.
Rozmowę z Gośćmi przeprowadził, tradycyjnie, Edmund Wolski, dyrektor BWA w Pile. A mowa była o miłości do Kołobrzegu, ale także o tej zrodzonej bardzo wcześnie fascynacji fotografią – u Pana Roberta – i malarstwem – w przypadku Pani Kasi.
– Ja urodziłem się w Kołobrzegu i Kasia także urodziła się w Kołobrzegu. Lubię to miasto tak bardzo, że nie zamieniłabym go na żadne inne. Nawet na Piłę! – śmiał się artysta. – Mocno związaliśmy się z tym miejscem. Jestem zawodowym fotografem, żyję z fotografowania od wielu lat; fotografuję codziennie – prawie wyłącznie morze (!), w różnych wariantach. Ludzie często mi mówią: Wiesz…, gdybyś pojechał na Islandię… Jakie ty byś tam zrobił zdjęcia! A ja odpowiadam, że na wakacje nie zabieram aparatu… A Państwa zachęcam do odwiedzania Kołobrzegu, i to jeszcze przed sezonem, zanim będzie ten wielki boom i tłumy na plaży. Ten pejzaż codziennie wygląda inaczej. Mnie to fascynuje, niezmiernie, mocno, do szpiku kości.
Podczas spotkania była m.in. mowa o wydawnictwach albumowych autorstwa Roberta Gauera. Sporo uwagi w rozmowie autor poświęcił albumowi fotograficznemu „Memento, 18.03″, wydanego z okazji obchodów 80. rocznicy walk o Kołobrzeg. Wydawnictwo zawiera nie tylko historyczne zdjęcia, ale także nazwiska poległych oraz zdjęcia wykonane podczas spektaklu historycznego „Bój o Kołobrzeg”, który odbył się w marcu 2024 roku na kołobrzeskiej plaży. To książka, która przemawia obrazami – bez patosu, ale z ogromnym ładunkiem emocji.
– 18 marzec to data walk o Kołobrzeg, data zdobycia miasta. Działy się tu dramatyczne sceny. Mój album to zapis z inscenizacji, która odbywa się rok rocznie na kołobrzeskiej plaży – pokazuje starcie armii polskiej i niemieckiej, starcie pięknie, bardzo sugestywnie pokazane… Na plaży naprzeciwko siebie stają ludzie ubrani w mundury z epoki polskie i niemieckie. To robi wrażenie… Huki, wystrzały, ludzie padają… Obserwowałem to przez wiele lat, a dwa lata temu doszedłem do wniosku, że chcę to sfotografować. Inaczej spojrzałem na to wydarzenie po tym, jak na Ukrainie wybuchła wojna – mówił R. Gauer.
Warto wspomnieć, że 80 egzemplarzy albumu zostało przestrzelone kulami z prawdziwej broni, klasycznej parabeli (Parabellum) z 1945 roku – kule utkwiły w środku książek, w różnych miejscach.
– Efekt jest niesamowity… Wiele osób, które przeglądały tę książkę, bardzo się wzruszało, niektórzy płakali, bo przestrzelenia na każdej stronie trafiały w bardzo rożne miejsca: zdarzało się, niestety, że kula przechodziła przez głowę czy serce…
Robert Gauer zafascynował się fotografią już jako uczeń 3-4 klasy szkoły podstawowej. Dostał wówczas Smienę od mamy… – To mnie nieprawdopodobnie trafiło, nie mogłem się z aparatem już rozstać i do dziś się nie rozstaję. Dzisiaj patrzę na świat, na pejzaż i na ludzi… kadrami! Patrzę i widzę, jak bym to sfotografował, jak wykadrował! – mówi.
– Fotografowanie jest ważne dla życia, jest nieodzowne. Przebywanie z aparatem cały czas jest nieodzowne. Zawsze na plażę chodzę z aparatem. Cały czas myślę o tym… zamieniam głowę na aparat fotograficzny! Nigdy mnie to nie męczy, ale bez przerwy atakuje, cały czas widzę zdjęcia… patrzę kadrami, nie mogę się od tego wyłączyć – dodaje.
Spośród wykonanych wielu setek tysięcy zdjęć ma w kolekcji 80 tys. fotografii, które uważa za cenne – na wystawie prezentuje ledwie 50 z nich.
W domu przechowują także pamiątkę – wywiad nagrany przez lokalną TV, w którym dziennikarz prowadzący rozmowę z Robertem Gauerem, zwraca się do małej, wówczas 4-letniej Kasi z pytaniem: – A ty kim chciałabyś zostać w przyszłości, dziecko? Kasia odpowiada: – Ja bym chciała być malarką… bo lubię malować.
– I już o niczym innym nie myślała, tylko o tym! – podsumował dumny z córki tato.
Kasia – choć na wystawie w Pile pokazuje tylko malarstwo, ma w dorobku także grafiki – piękne linoryty – i rzeźbę.
– Codziennie jestem na plaży, w każdą pogodę. Zbieram doświadczenia na zewnątrz. Te pejzaże zapisują się świadomie – nieświadomie w mojej głowie… Przychodzę do pracowni i to czego doświadczyłam przelewam na płótno – mówi Katarzyna Gauer.
Obrazy powstają… na podłodze.
– Do pewnego momentu nie wiem nawet, gdzie będzie dół, gdzie góra… Aż przychodzi taki moment, gdy decyduję, że już koniec.
– Kołobrzeg plaża… czuję to miejsce. Klimat, wiatr, piasek pod stopami. Jak wchodzimy z synkiem do wody – czuję wodę… ale za każdym razem jest inaczej. To jest niesamowite w tym miejscu, że za każdym razem, codziennie morze, plaża są inne – czy wyjdziemy rano czy w południe, czy wieczorem – nigdy nie widziałam morza i plaży – tego pejzażu – w ten sam sposób. Widoki przywołują rożne emocje i różne wspomnienia. Są też pretekstem do rozmowy. Otwierają pole do rozmowy, do szukania rożnych doświadczeń.
Katarzyna Gauer opowiedziała zebranym, jak to będąc jeszcze na studiach dorabiała sobie malowaniem.
– Malowałam na zamówienie. Pejzaż z Wenecji? Bardzo proszę. Czarno-biała krowa? Nie ma sprawy. A teraz spełniają się moje marzenia. Jestem sporo po studiach i sprzedaję dużo obrazów – i jestem z tego powodu super szczęśliwa. I to jest spełnienie moich marzeń: że to klienci przychodzą do mnie i kupują to, co ja maluję, a nie, że ja maluję to, co klienci chcą. Spełnienie marzeń to jest to właśnie, że nic nie jest mi narzucone… ani format, ani kolor, ani temat, nic – wszystko jest w stu procentach moje.
– Przychodzę do rodziców, tato pokazuje mi swoje najnowsze zdjęcia. Cały czas wymieniamy się doświadczeniami, obrazami, bo – czy to jest malarstwo czy fotografia – to są kadry, kompozycje, to są emocje, uczucia, nastroje. I my cały czas wymieniamy się nimi. Tato, odwiedzając mnie, pierwsze to wchodzi do mojej pracowni i komentuje obrazy, a jak ja jestem u rodziców, to tato odpala komputer i oglądamy zdjęcia. Zdarzają się wzajemne inspiracje. Cały mój dyplom na uczelni to prace, które powstały w nawiązaniu do zdjęć taty – dialog ojciec córka – malarstwo – fotografia, czarno-białe zdjęcia, kolorowe obrazy – była to moja malarska odpowiedź na zdjęcia taty. Oczywiście nie podana w sposób dosłowny… – mówiła Katarzyna Gauer.
Wieczór uświetnił minirecital w wykonaniu Moniki Sroczyńskiej, pianistki, kompozytorki, teoretyczki muzyki i nauczycielki akademickiej – w Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy.




























































