O rysunkach Wiesława Teofilaka – Metabody Art w Galerii Debiutów

O rysunkach Wiesława Teofilaka – Metabody Art w Galerii Debiutów

W Galerii Debiutów naszego BWA dostępna jest wystawa prac Wiesława Teofilaka pt. „Metabody Art”.

Wiesław Teofilak to Pilanin po Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Ukończył tamtejszy Wydział Grafiki. Spectrum jego twórczych zainteresowań jest dość szerokie – zarówno jeśli chodzi o techniki, jak i tematykę prac. Ale tym, co ostatnio go szczególnie interesuje, jest ludzkie ciało – jednak nie wygląd zewnętrzny człowieka, a jego wnętrze. I to w dosłownym znaczeniu tego słowa: organy, ścięgna, tkanki, kości, chrząstki, żyły i tętnice… Wystawa prac nosi tytuł „Metabody Art” i można ją oglądać w pilskim BWA, w Galerii Debiutów, do 10 marca br.  

Wernisaż otworzył Edmund Wolski, dyrektor BWA PP, który także zainicjował interesującą rozmowę z debiutującym w BWA artystą, a dotyczącą tematyki pokazanych prac.

– Cykl „Metabody Art” wymyśliłem będąc jeszcze na studiach, koło 2012-2013 roku – mówił W. Teofilak – Wtedy pierwsze pomysły zaczęły mi przychodzić do głowy… Ciężko mi na ten moment powiedzieć, dlaczego to wnętrze człowieka tak mnie zaintrygowało… W którymś momencie w moich rękach znalazł się atlas anatomiczny i wizualnie mnie to porwało… Ja tłumaczyłem to tak, że widzę na tych anatomicznych przekrojach pewne układy i kształty zupełnie z danymi narządami nie związane… – patrzę na te atlasy, jak na chmury, które układają się na niebie i czasami widzimy tam jakieś kształty, czy widoki. Każdy widzi co innego – tłumaczył W. Teofilak podczas wernisażu.

Swoją przygodę ze sztuką rozpoczynał uczęszczając na warsztaty plastyczne prowadzone przez Lucynę Pach, pilską artystkę, w MDK „Iskra” w Pile. Początkowo malował i rysował wszystko. Z czasem wybrał dla siebie rysunek – ołówkami, tuszem. Powstawały m.in. piękne, subtelne portrety kobiet… I z tego delikatnego, wysublimowanego świata przeskoczył nagle w czeluści ludzkiego ciała. To zestawienie dwóch światów, a potem świadome podążanie jedną z dróg, doprowadziło młodego artystę do cyklu „Metabody Art”, którego realizację oglądamy w galerii.   

– Ta fascynacja człowiekiem zupełnie rozebranym – bez skóry – zaczęła się od przygotowań na studia w ASP u pani Lucyny. Szkoliliśmy rysunek, pracowaliśmy też z modelem, analizowaliśmy ciało człowieka na żywo – tak pojawiła się moja fascynacja formą ludzką i formą figuratywną. Później były rysunki modeli i modelek i widocznie te zakryte modele mi nie wystarczały! Musiałem je jeszcze bardziej rozebrać. I stąd mamy tę anatomię – opowiada W. Teofilak, który jeszcze nieco później odkrył, dlaczego tak naprawdę te rzeczy tak bardzo go interesują.

– Jest kilka wątków, które śledzę, m.in. transhumanizm, rozwój człowieka w kontekście bioinżynierii i biotechnologii, pytania o to, co będziemy za chwilę robić w związku z możliwościami modyfikowania i uaktywniania genów jakie się pojawiają. Już są badania na rożnych organizmach, które pokazują, że geny niektórych organizmów w określonych warunkach środowiskowych można aktywować, co przekłada się na to, jak taki organizm funkcjonuje. Np. kiedyś, żeby się ogrzać polowaliśmy na zwierzęta i ubieraliśmy ich skóry – dalej to robimy, ale może w mniejszym zakresie. Dzisiaj możemy tworzyć skóry syntetyczne, a za chwilę. być może, będziemy mogli modyfikować swoją skórę genetycznie po to, by była bardziej wytrzymała, czy odporna na warunki atmosferyczne. To są takie tematy, którymi chcę zainteresować odbiorcę moich prac. Sprawić, by zastanowił się nad tym, w jakim kierunku pójdzie biologia, a w związku z tym etyka, do jakiego stopnia my możemy zarządzać swoim rozwojem jako gatunek i nad tym, czy w ogóle możemy zarządzać tym rozwojem, czy to jest bezpieczne dla nas samych. Bo to, że możemy z czegoś korzystać, nie znaczy, że powinniśmy, że mamy korzystać – warto to przemyśleć. O ile mamy jakiś instynkt samozachowawczy jako gatunek… Zakładam, że mamy.

Stąd w swoich pracach W.Teofilak często łączy obraz ludzkich tkanek, wnętrza człowieka z wizerunkami zwierząt, czy roślin. Pojęcia takie jak transhumanizm – czyli ulepszanie ludzkiej kondycji (fizycznej, psychicznej i intelektualnej) poprzez zastosowanie zaawansowanych technologii, takich jak biotechnologia, nanotechnologia czy inżynieria genetyczna, po to, by przezwyciężyć ludzkie ograniczenia, starzenie się czy choroby – nie są mu obce. Nie staje przy tym po żadnej ze stron. Nie mówi odbiorcy, że to dobre dla człowieka i nie ostrzega, że fatalne w skutkach. Ot, skłania do refleksji i do dyskusji.

– Mieliśmy już taki moment w historii ludzkości. To nazywało się eugenika. Chcieliśmy doskonalić własny gatunek.. Ktoś uznał, że jeżeli mamy w społeczeństwie osoby np. z zbyt niskim IQ to powinniśmy je eliminować – powinny być sterylizowane bądź kastrowane. To działo się w Niemczech, ale i w cywilizowanych Stanach Zjednoczonych…  Na dzisiejsze standardy – w świecie, gdzie troszczymy się o niepełnosprawnych i gdzie każdy z nas może być za chwilę sam niepełnosprawny – jest to nie do pomyślenia. Nowe technologie także są ryzykowane pod tym kątem: bo czy np. osoby uprzywilejowane powinny żyć 10, 20, 40 lat dłużej niż pozostali?  A zawsze są ludzie uprzywilejowani. Z drugiej strony trudno jest robić socjalizm…  Zresztą już to robiliśmy i to też nie za bardzo się udało. Co do tych nowych rozwiązań – niektóre są już dostępne i można by je przeprowadzać, ale mamy kręgosłup etyczny – naukowcy, biolodzy to ludzie nie tylko zamknięci na naukę, ale często myślący szerzej. Warto jednak nad tymi sprawami już się zastanawiać – dodaje Wiesław Teofilak.  

Wybrał dość ryzykowną drogę na sztukę. Bo jego prace nie są do „podobania się”. Stąd nie mają być ładne (jeśli takie są, to po to, by zadać pytanie, czy „ładne” ciało od środka, wyczyszczone, jak u robota, to nasza przyszłość…). Odbiorcy albo są zachwyceni, albo przerażeni. Zdarzają się i zniesmaczeni… – bo np. łączenie tkanek ludzkich ze zwierzęcymi może szokować. Jest w tym nieco surrealizmu, ale i trochę makabry. Niemniej, niewielu pozostaje obojętnych na poruszone przez W. Teofilaka tematy. I to jest sukces cyklu „Metabody Art”.

Jak zdradził artysta podczas wernisażu, w dzieciństwie malował potwory, uwielbiał fantastykę. Jego sztuka dalej rozwija się w tym kierunku.

–  Portrecik zawsze można trzasnąć…, ale jak człowiek ma konkretny pomysł na to, co sobie w głowie wymyślił i uda mu się go zrealizować w stu procentach, to dopiero daje kopa! – mówi.

Wystawa jest dostępna w pilskim BWA do 10 marca.