23.03.2017 – Otwarcie wystawy rysunku i malarstwa Tadeusza Wyrwy – Krzyżańskiego w Galerii Sztuki Hotel Gromada

23.03.2017 – Otwarcie wystawy rysunku i malarstwa Tadeusza Wyrwy – Krzyżańskiego w Galerii Sztuki Hotel Gromada

 

 

 

 

 

 

 

Tadeusz Wyrwa-Krzyżański poeta, prozaik, krytyk literacki, grafik i malarz. Za swoją pracę twórczą otrzymał m.in. Nagrodę red. ,,Ziemia Nadnotecka”, Nagrodę Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich im. Wilhelma Macha, za najlepszy debiut w prozie, Nagrodę im. Stanisława Piętaka, Medal Nowej Sztuki, Nagrodę ,,Czerwonej Róży” – Pierścień, Nagrodę II stopnia Ministra Kultury i Sztuki (wspólnie m.in. z Hanną Krall i Piotrem Kuncewiczem), Nagrodę UNESCO – Światowego Dnia Poezji. Jest autorem 4 tomów prozy i 37 tomów poetyckich, m.in. ,,Dom ust” (1977, Poznań, Wydawnictwo Poznańskie), ,,Wyprawa przeciwko podróży” (1989, Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy), ,,Wybrane Wiersze” (2006, Bydgoszcz, Instytut Wydawniczy ,,Świadectwo”), ,,Miary do trumny” (2014, Piła, BWAiUP). Ogłosił 9 książek dla dzieci. Wiersze dla dzieci znajdują się obecnie w podręcznikach szkolnych wydawanych przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Prace plastyczne prezentował w kraju i za granicą – na ponad 20 wystawach, m in.: „Tuszowanie, tuszowanie” Galeria na Pięknej, Warszawa1989; „Wspólnota utrat” Galeria „Hadar”, Kraków, 1992; „Pastele”, BoreyArtGallery, Skt. Petersburg,1993; „Rysunki”, BWA Leszno, 1994; „Pokaz I”, Hamburg, 1996; „Z księgi symboli”, BWA Piła, 2004. Ukazało się 7 jego tek graficznych. Redagował i wydawał almanachy, a także książki poetów : Janusza Żernickiego, Krzysztofa Gąsiorowskiego, Leszka Żulińskiego i wielu innych. Obecnie przygotowuje tom pt. ,,Dotykanie ogni”. W 2006 roku otrzymał odznaczenie ,,Zasłużony dla kultury polskiej”. Mieszka i pracuje w Pile.

 

Tadeusza Wyrwy-Krzyżańskiego – czułe spojrzenie z „dalekiej prowincji”

„Rodzina była zacna, ale tonęła jak

i inni w mieście położonym na bagnach Tu bywa

tak, że nasiąkają nim ludzie – każdy gest, to niestrudzona

próba ratowania siebie. Całość zaś przypomina

czarne zwierciadło – jeżeli coś można, to można

odwrócić się, odejść i nigdy tu nie wracać. To

szansa, jedyna, by nie dogoniła cię topiel.”1

Wydaje się zatem, że Piła jako miejsce autobiograficzne, miejsce znaczące, w którym „przychodzi” żyć, tak jak przychodzi się zmierzyć z Wyrokami Losu, miejsce położone (metaforycznie i dosłownie) na skraju ciemnej „topieli” puttygen , na terenach wilgotnych, bagiennych, pośród porosłych zielskiem, pęczniejących „czarną” energią, buzujących utajonym życiem, nadrzecznych uroczysk i łąk – jawi się jako rodzaj egzystencjalnej pułapki, pułapki (jeżeli pokusić się o parafrazę słów innego poety, starszego prokurenta Kafki, bohatera dramatu Różewicza) w którą „wpada się tuż po urodzeniu”.

Można również przyjąć, że związany przez całe swoje dojrzałe, artystyczne życie z magią mrocznego, nieprzychylnego miejsca, zaprzyjaźniony z Don Juanem poeta – poszukiwał był i poszukuje nadal, znacznie bardziej uniwersalnej (niż perspektywa urokliwej prowincji, artystycznego zaścianka) perspektywy dla opisu dramatu człowieka uwikłanego, niekiedy niedoszłego buntownika, kiedy indziej sentymentalnego estety, wędrowca pochylającego się z czułością nad urodą zdarzeń, odnajdującego remedium i tracącego je niemal natychmiast. Wyrafinowane remedium na stan mentalnego zniewolenia, osaczenia w pułapce miejsca i czasu, w pułapce własnych, osobistych obsesji i lęków, owych niedowierzań i niedomówień, niedociekań.

W kontekście obu tych perspektyw (subiektywnej, kameralnej, dotkniętej piętnem epikurejskiej fascynacji zmysłową urodą życia) i tej uniwersalnej, dozwalającej na spojrzenie z dystansu – pojawia się (przeciwstawiona światłu) czerń. Owa czerń, obecna także w rysunkach i grafikach, sugerująca nie tylko pogrążenie się świata kultury i cywilizacji w gęstym, nieprzebytym mroku, w egzystencjalnej pustce, w etycznej i kulturowej próżni – zdaje się przywoływać niepokoje człowieka, zamkniętego w pułapce samotności, alienacji, wreszcie w pułapce „odmienności”, bez której nie ma artysty. Artysty żyjącego w świecie osobnym, twórcy który w latach politycznych przemian odrzucał był z premedytacją możliwość zaistnienia, czy może raczej „unoszenia się na fali” w społeczeństwie dotkniętym piętnem chaosu, demonstracji, pochodów, pielgrzymek i wieców, w społeczeństwie zafascynowanym ową (w istocie wątpliwą) teatralnością i retoryką ponowoczesności.

Przesłaniem ze światów osobnych okazują się zatem, operujące finezyjną, kaligraficzną kreską rysunki, wyważone kompozycyjnie, spokojne, utrzymane w tonacji nieostrych czerni i niejaskrawych bieli, nasycone światłem, padającym zawsze jednako, z tego samego punktu, z tej samej (zda się) oczywistej, logicznie wybranej strony. Światło tych rysunków, owa mleczna, naturalna biel – nie okalecza, nie niszczy, nie przeszywa, nie czyni z kolejnych ujęć zapisów ostatecznych, dramatycznych jak krzyk. Przeciwnie, ich autor zdaje się mówić niemal szeptem, teatralnym, wyrazistym, czytelnym, jest to jednak zawsze rodzaj wyznania, czynionego w bliskości z adresatem, twarzą w twarzą, moderato cantabile, lirycznie, na półtonach.

Podobną powściągliwością, umiarem w doborze środków ekspresji, eleganckim stylem narracji posługuje się też Wyrwa-Krzyżański w swych poetyckich tekstach, układających się w prowadzoną płynnie opowieść. Być może właśnie w owym umiejętnym snuciu opowieści tkwi tajemnica powodzenia tych krótkich, lirycznych monologów, które decydują o niepowtarzalnym charakterze tej, pozostającej celowo nieco na uboczu, nasyconej wątkami autobiograficznymi, intrygującej, ciągle czekającej dobrego, teoretycznego opracowania – literatury.

Oczywisty wydaje się fakt, że przyjemność pisania (podobnie jak przyjemność wszelkiego tworzenia) to nieustająca radość ze snucia (zgodnie z przekonaniem twórcy psychoanalizy – S. Freuda) opowieści, podejmowania aktu „story telling”, czynności opowiadania, która pozwala nie tylko na konkretyzację wspomnień, niekiedy ledwie naszkicowanych tematów i wątków, obsesyjnie powracających obrazów, ale także na uwalnianie się od nich.

Opowieść układa się bowiem w ciąg powiązanych (niekoniecznie fabularnie, a najczęściej poprzez osobę narratora) sekwencji, płynnie przechodzących z jednego obrazu w drugi, sekwencji których odczytywanie i opisywanie staje się nie tylko domeną „metapsychologii”, jak niekiedy nazywa się psychoanalizę2, ale i hermeneutyki, badającej dzieło w izolacji, czy fenomenologii, kiedy to traktujemy je na prawach jednostkowego bytu, dokonując jego (dzieła) konkretyzacji i w efekcie – także przekroczenia. Tak, więc opowieść poznajemy (jak każde polifoniczne dzieło sztuki) w sposób intencjonalny, odkrywając jej kolejne warstwy, przyjmując zarówno sens realny, dosłowny, kiedy to uporządkowane obrazy lub sceny kojarzone są z konkretnym zdarzeniem, bohaterem, miejscem i czasem, jak i sens metaforyczny, wynikający z istnienia niedomówień, aluzji, i w istocie – z obecności tak zwanej warstwy lub może miejsca „niedookreślenia”.3

Życie poety, rysownika i grafika, snującego swą wielowątkową opowieść autobiograficzną, na którą składa się każdy rysunek, okruch poetycki, fragment prozy lub wiersza – nabiera zatem nowego, literackiego wymiaru, wymiaru życia bohatera niezupełnie tragicznego (mimo, że to właśnie przez pryzmat estetyki tragiczności zwykliśmy postrzegać los poety), bohatera pogodzonego ze sobą, lecz niekoniecznie ze światem, przesyłającego swe listy z dalekiej, niepoznanej ostatecznie i nie do końca akceptowanej – prowincji, której obraz, powtórzony w „tafli czarnych zwierciadeł” zapisuje się w naszej (czytelników i widzów) pamięci.

Pragnąc zatem przywołać domniemany portret „cenionego w środowisku” pisarza i poety (wszak wymieniamy tylko zdawkowe uprzejmości, przypadkowe ukłony i uśmiechy) autora obrazów i rysunków, także tych prezentowanych obecnie w Galerii Sztuki Hotel Gromada w Pile – krytyk postrzega siebie w niebyt zręcznej roli, posługującego się intuicją, ciągle poszukującego, dozwalającego sobie na porażki i pomyłki, podążanie fałszywymi tropami – detektywa.

Co niewątpliwie bardziej ryzykowne – ów detektyw musi zmierzyć się z obecnością twórcy aktywnego, pełnego energii i pasji, ironicznego, przekornego, twórcy któremu obce wydają się wszelkie deklaracje, programy, mimo owej żartobliwej nazwy „sadybizmu”, a więc nowego kierunku w literaturze, jakiego powstanie przypisuje się (w momentach szczególnie uroczystych) unikającemu rozgłosu, skromnemu w istocie – artyście.

Dla mieszkańców położonego nad mroczną, tajemniczą Gwdą miasta – Tadeusz Wyrwa-Krzyżański pozostanie jednak już na zawsze przybyszem ze światów odległych, pięknoduchem, marzycielem, zakorzenionym w tradycji „literatury wysokiej”, przyjacielem Don Juana – Poetą.

Małgorzata Dorna, Piła, kwiecień 2017

1 T. Wyrwa-Krzyżański, Lustra Staszica (fragment poematu)[w] Tegoż: Wiersze wybrane, Wyroby domowe, firma: czułość, Włocławek 2006

2 Terminu tego w odniesieniu do teoretyczno-literackich konsekwencji nauki S. Freuda używają autorzy jednego z najbardziej popularnych podręczników współczesnej poetyki: A. Burzyńska, M. P. Markowski, Teorie literatury XX-tego wieku, Wyd. Znak, Warszawa 2006, s. 47

3 P. Szydeł, Fikcja literacka oraz prawda w dziele literackim w polskich badaniach teoretycznoliterackich [w] Pobocza, Nr 4 – 5, sierpień 1999, http://kwartalnik-pobocza.pl/pob08/pasz4.html (dostęp: 27 styczeń 2017)

Wystawa potrwa do połowy czerwca 2017 roku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Skip to content